Język komunikacji – kiedy przekraczamy granicę?

Język komunikacji – kiedy przekraczamy granicę?

Lubimy myśleć, że nikt nas nie widzi, że w internecie jesteśmy anonimowi. Jednocześnie mamy świadomość, że niemal wszyscy zbierają o nas dane. Wiemy, że ktoś może podglądać nas przez kamerkę w laptopie albo że Facebook „czyta” nasze wiadomości. Jak to się dzieje, że śpimy spokojnie?

Odległe zagrożenie

Czujemy się bezpiecznie, dopóki nie myślimy o tym, że ktoś może wiedzieć o nas zbyt dużo. A nie myślimy o tym, dopóki nasza uwaga nie zostanie przekierowana w te niepokojące rejony. Jako że umysł człowieka jest maszyną do tworzenia skojarzeń i odczytywania podtekstów, błyskawicznie wychwytujemy sygnały o zagrożeniu.

W świecie wirtualnym jesteśmy bombardowani informacjami o atakach hakerów, fałszywych apkach, ludziach, którzy kradną dane – to dodatkowo wzmacnia naszą czujność. Dlatego komunikaty, które twórcom wydają się być uprzejme albo mają być wyrazem troski, mogą zostać odebrane przez użytkowników, jako „chwila, chwila, ale skąd to wiecie?”. Taką właśnie reakcję wywołała u mnie poniższa wiadomość, którą otrzymałam po poszukiwaniu ortopedy w Google.

Źródło: skrzynka odbiorcza w moim telefonie

Niepokój wzrasta

Po powyższej wiadomości odczułam lekki dyskomfort. Zmusiła mnie do refleksji nad tym, kto ma dostęp do moich danych. Obiektywnie jednak nie miała negatywnego wydźwięku. Większość odbiorców pewnie zapomniałaby o niej podczas porannego przeglądania wiadomości. Zdarza się jednak, że specjaliści od komunikacji popłyną dalej – do miejsca, gdzie zupełnie nie powinni byli się znaleźć.

Źródło: skrzynka odbiorcza w moim telefonie

Komunikat otrzymany przeze mnie od Play to znacznie gorszy przypadek. Nie wyzwala wprawdzie myśli o tym, że jesteśmy obserwowani, ale powoduje coś znacznie gorszego. Przekierowuje uwagę odbiorcy na zagadnienie chorób śmiertelnych.

O tym, jak wiele osób może odczuwać prawdziwy strach po przeczytaniu takiej wiadomości, najlepiej świadczą statystyki. Według Krajowego Rejestru Nowotworów tylko w 2016 roku odnotowano prawie 165 tys. zachorowań na nowotwory złośliwe. Większość z tych osób (jeżeli nie każda) ma bliskich, którzy spędzają długie godziny na szpitalnych korytarzach w oczekiwaniu na wieści od lekarzy. Grupa osób pochłoniętych myślami o stanie zdrowia swoim i bliskich – z powodu nowotworów – przekracza więc liczbę samych chorych.

Mam nadzieję, że powyższa wiadomość jest wyłącznie nieprzemyślanym krokiem i nie miała bazować na ludzkim strachu, by podnieść słupki sprzedażowe.

Na pierwszy rzut oka powyższe przypadki mogą wydawać się niegroźne. Jednak jako projektanci, marketingowcy czy twórcy treści powinniśmy być empatyczni. Musimy zastanawiać się, do kogo mogą trafić nasze komunikaty i ostrożnie formułować myśli. W czasach, kiedy firmy starają się być „dobrym kumplem” klienta, szczególnie łatwo przekroczyć granicę.

Dodaj komentarz